homoviator: (Charles-GoAway)
[personal profile] homoviator

roz. 4.
Resztki autorytetu

In the end, we will remember not the words of our enemies, but the silence of our friends

 

Martin Luther King, Jr.

 

 

Po śniadaniu, zagryzanym od niechcenia śliwkami, wyłowionymi z kompotu, i trwającym przez to niemal do południa, prawdziwy powód zmęczenia Charlesa został ujawniony. A właściwie sam wyszedł na jaw. Xavier może i miał swoje małe zboczenia i dziwactwa, ale z byle jakiego powodu spotkań z dziekanem nie odwoływał. Pół nocy testowali razem z Hankiem prototyp cerebro. Ten, w którym brakowało kabla.

Eryk patrzył z neutralną miną, jak Charles, rozedrgany i niepewny na nogach, przyznaje się do swojego głupiego, niebezpiecznego eksperymentu a Raven wrzeszczy, wymachuje rękoma i generalnie, wygląda, jakby chciała urwać mu głowę. Bolącą głowę. Cerebro bez kabelka zadziałało połowicznie, Charles namierzył kilkoro mutantów, ale przypłacił to chwilową utratą przytomności i bólem głowy, graniczącym z migreną trzeciego stopnia. Dosłownie na parę minut stracił kontakt z rzeczywistością i niemal wyrżnął łbem w swoją własną, stojącą przed nim na stole kawę.

Alex i Hank patrzyli przerażeni, Sean trajkotał coś poruszony, Angel nerwowo mełła w dłoniach kant spódnicy a Raven krzyczała. Dopiero Eryk uspokoił ich, sadzając Charlesa na podłodze i cucąc go dwoma dobrze wymierzonymi, niezbyt delikatnymi, ale skutecznymi, policzkami.

To cud, że Xavier w ogóle zszedł na śniadanie, nie wspominając już o jego żarcikach na temat uciekania śliwkom. Eryk był prawie pewien, że zdenerwowałby się lekkomyślnością Charlesa daleko bardziej, gdyby nie gwałtowna reakcja Raven. Było coś wysoce niepokojącego w zwykle uśmiechniętym telepacie, który co prawda dalej się uśmiechał, ale słaniał się na nogach, bladł znienacka i przytrzymywał się ścian. Jego usta robiły się czasami zielonawe. Eryk nie czekał wtedy na reakcję Hanka, czy uwagę Raven. Wiele razy widział ludzi, którym było niedobrze z bólu.

Po trzeciej wizycie w łazience, do której doprowadzał pośpiesznie Charlesa, rozpinając mu kołnierzyk koszuli i wpychając go za drzwi, Eryk zadecydował, że dzisiaj Xavier nie nadaje się do niczego i musi wrócić do łóżka. Chociaż wrócić nie było tutaj dobrym słowem. Charles tej nocy łóżka w ogóle nie używał.

Sprawa śliwkowego ucieczko-odejścia pozostała nie rozwiązana i odroczona. Młodzi mutanci, widząc pożałowania godny stan Charlesa, krążyli za Erykiem jak kaczuszki za mamą kaczką, zagubieni, zawstydzeni, z niezmiennym pytaniem "co teraz?" na ustach. Nie mógł ich tak zostawić, z wymiotującym po idiotycznym eksperymencie mentorem, pustą rezydencją, CIA i Shawem, niewątpliwie usiłującymi ich odnaleźć. Zarządził środę z treningiem siłowym i zagnał dzieciaki do bardzo dobrze wyposażonej siłowni, mieszczącej się w podziemiach. Nie silili się nawet na sprzeciw. Może i mieli wspaniałe moce, byli szczególni, niezwykli, ale nadal byli tylko nastolatkami, i w momencie niepewności, zwracali się ku starszym. W tym wypadku ku Erykowi, skoro Charles przez swoją głupotę cierpiał teraz i zarzygiwał łazienkę.

Śliwki, tak. Oczywiście.

"Nic mu nie będzie?" dopytywał Hank, współwinny kiepskiego pomysłu i jeszcze bardziej kiepskiego eksperymentu. "Może bym mu coś na tą głowę dał."

"Sam sobie na głowę coś weź. Już starczy tych twoich eksperymentów." Alex zgarnął Hanka za frak i pociągnął w stronę siłowni. "Zostaw ich, poradzą sobie, a nam się trochę siłki porządnej przyda. Nabierzesz nieco mięśnia, cieniasie."

"Pewnie! Trening cardio zawsze dobry! Już zaczynałem tłuszczu nabierać w okolicach brzusznych!" Sean poklepał się po brzuchu, wyszczerzył zęby i poruszył sugestywnie brwiami w kierunku Raven. "Tobie też, kochana, przyda się zrzucić nieco z bioder."

Raven strzeliła Seana po głowie, aż przysiadł na schodach, z wyższością oznajmiając, że ktoś o tak prostej jak budowa cepa mocy nie zrozumie złożoności ciała mutanta, który potrafi się przeistaczać w kogoś innego. Eryk nie słuchał już dalszych kłótni i docinków. Woda w toalecie została spuszczona, po czym w drzwiach łazienki stanął chwiejący się żałośnie Charles. Miał przekrzywiony sweter, rozchełstaną koszulę i wilgotne, przylepione do czoła włosy. Wciąż się uśmiechał.

"Dałem plamę, nie?"

Eryk uniósł brwi i założył ręce na piersi.

"Patrząc na to z perspektywy dydaktycznej, straciłeś resztki autorytetu jako wychowawca. Zakładając, że jakiś autorytet w ogóle posiadałeś."

Charles zmarszczył się boleściwie i przyłożył dłoń do skroni, jakby chciał uciszyć ogłuszające dudnienie, które tylko on słyszał.

"Narobiło się... No cóż, trzeba próbować, nie zrażać się... znalazłem dwóch mutantów za pomocą tego cerebro." Charles westchnął i wyciągnął rękę, żeby oprzeć się o ścianę. Eryk podszedł i złapał go pod ramię, spoglądając mu z bliska w twarz.

"Nie odejdę. Ani nie ucieknę.”

Ciemnogranatowe, załzawione oczy o opuchniętych, zaczerwienionych powiekach spojrzały na niego spokojnie. Bez wahania.

"Dobrze."

Eryk nie był pewny, czy Charles godzi się, czy wyraża zadowolenie z jego decyzji. Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie z bliska. Myśli Xaviera przesunęły się ostrożnie po umyśle Eryka, sondująco i kojąco zarazem. Wzdrygnął się i zacisnął dłoń na łokciu Charlesa, ale ten już przestał używać swojej mocy i tylko zawisnął na nim ciężko. Pachniał potem, śliną i miętową pastą do mycia zębów. Pachniał bólem. Eryk ujął go mocniej pod ramiona i poprowadził do sypialni.

"Na własne życzenie stałeś się szczurem laboratoryjnym. Zawsze wiedziałem, że Amerykanie mają nierówno pod sufitem."

Charles nie odpowiadał. Usadzony na łóżku posłusznie podnosił i opuszczał wszystkie potrzebne do rozebrania się z przyodziewków kończyny. Był zmulony, obolały i senny. Eryk miał nadzieję, że były to jedyne efekty uboczne, których doświadczał Xavier. Dopiero zaczynali poznawać swoje moce, swoją mutację, gdyby Charlesowi faktycznie stało się coś z jego cennym mózgiem, prawdopodobnie nikt nie potrafiłby mu pomóc. Hank był geniuszem, ale jeszcze trochę brakowało mu w ramach specjalizacji lekarskiej, a zwyczajni chirurdzy raczej nie obcowali z tak skomplikowanym mechanizmem jak umysł telepaty.

"Wszystko w porządku z tobą?" zapytał Eryk ostrożnie, a widząc nieobecne, szklane spojrzenie Charlesa złapał go za kark i potrząsnął. "Hej! Żyjesz?"

Charles zamrugał niepewnie i skrzywił się, łapiąc się za głowę i kuląc.

"Żyję. Nie krzycz. Wiem, jestem głupim Amerykaninem. Mogę teraz iść już spać? Wyżyjesz się na mnie jutro."

Jakoś ciężko było mu puścić Charlesa. Xavier siedział w podkoszulce i bokserkach, bezbronny i skołowany, z owłosionymi udami i bladymi łydkami. Nie przypominał pewnego siebie, zdecydowanego uczonego, pertraktującego sprawnie z agentami CIA, gromadzącego i trenującego nowy gatunek ludzi. Nie przypominał potężnego telepaty, naginającego umysły innych samą jedynie silną wolą. Teraz Charles Francis Xavier był po prostu obolałym szczurem laboratoryjnym.

Eryk położył mu ostrożnie dłoń na ramieniu.

"Czemu to zrobiłeś? Nie mogłeś poczekać parę dni, aż Hank skończy cerebro?"

Charles przymknął oczy, przełykając głośno ślinę i w sposób widoczny walcząc z kolejną falą migrenowych mdłości.

"Oni tam czekają, Eryku. Mutanci. Zastraszeni, zagubieni... młodzi. Młodych żal mi... najbardziej... Potrzebują pomocy..."

Eryk delikatnie pchnął Charlesa w kierunku poduszek, a telepata posłusznie opadł na nie, wzdychając zdławionym głosem.

"Potrzebują... pomocy..."

Eryk dotknął wierzchem dłoni policzka Charlesa. Był rozpalony i nienaturalnie suchy. Trzeba mu było przynieść aspirynę i wodę z cytryną, pomyślał Eryk, a wtedy Charles odwrócił głowę w kierunku jego dłoni i naparł na nią. Instynktownie, bezwiednie, jak małe kocię.

"Nie wierzysz mi... ale nie musisz... oni potrzebują... Tobie też byłoby lżej... gdybyś wiedział wcześniej, że nie jesteś...sam."

"Tam, gdzie byłem taka wiedza nie mogłaby mi pomóc."

Eryk wyprostował się i bez zbędnych gestów przykrył Charlesa kołdrą. Zaciągnął kotary w wielkich, wysokich oknach tak, że w sypialni stało się intymnie i ciemno. Charles w półmroku stał się miękką, puchatą kulą kołdry, poduszek i koców. Charles, który chciał odnaleźć mutantów i uczynić ich życie lepszym, pełniejszym, pozbawionym strachu przed swoją własną mocą, swoją własną innością. Ale co z tymi, którzy z anonimowości czerpali siłę, z tymi, którzy nie chcieli zostać odnalezieni i wplątani w polityczne rozgrywki pomiędzy rasą ludzką a ich bardziej zaawansowanymi ewolucyjnie braćmi?

Eryk stanął w otwartych drzwiach, nagle niezdolny do opuszczenia sypialni Xaviera

"Idziesz już?"

"Tak."

"Ale nie odejdziesz?... bo wiesz... śliwki..."

"Śpij już."

"Nie odchodź."

"Śpij Charles."

Charles spał.

 

end

 

by Homoviator 07/2011

 

ps. autor uprasza o komentarze, żeby wen lepiej pracował, bo wen na X-Men FC dobrze grzeje, ale z opiniami łatwiej :)

 

From:
Anonymous
OpenID
Identity URL: 
User
Account name:
Password:
If you don't have an account you can create one now.
Subject:
HTML doesn't work in the subject.

Message:

 
Notice: This account is set to log the IP addresses of everyone who comments.
Links will be displayed as unclickable URLs to help prevent spam.

August 2012

S M T W T F S
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
26272829 3031 

Most Popular Tags

Style Credit

Expand Cut Tags

No cut tags
Page generated Jul. 28th, 2017 04:45 pm
Powered by Dreamwidth Studios